- Ty musisz być tą nową uczestniczką obozu, prawda?
- Uhm... Tak to ja proszę pana...
- Ależ mów mi po imieniu - zaśmiał się centaur. - Jak się nazywasz?
- Jestem Ariadna Davies. Jak narazie mieszkam w domku Hermesa.
- Dobrze. Percy, chodź tutaj na chwilę - chłopak podszedł do niego i oddalili się.
- Czuć od niej potężną moc.
- Też tak uważam. Ale co to oznacza. Nikt nie wie kim jest jej boski rodzic.
- Jest pewna możliwość.
- Chyba nie uważasz , że to ktoś z Wielkiej Trójki?!
- Tsaa... To jest możliwe...
- Hm... To by dużo wyjaśniało. Tylko kto z Trójki złamał przysięgę?
Nadeszła pora obiadu. Byłam strasznie głodna, bo nie jadłam od rozmowy z ojcem. Dałam sałatkę dla Apolla, patrona prawdy. Znam i interesuje się mitologią grecką, więc nie mam problemów z teorią. Odwróciłam się i już zamierzałam pójść do mojego stolika, ale poczułam ciepłą rękę na moim ramieniu. Spojrzałam za siebie i nie mogłam uwierzyć własnym oczom. Z ognia wyszedł mężczyzna ubrany na czarno. Nie bałam się go. Już wiedziałam kim on jest.
-Tato... - wyszeptałam ze łzami w oczach.
-Aria... Przepraszam. Już wiesz kim jest twój prawdziwy ojciec, a co do matki... W swoim czasie się dowiesz - powiedział głębokim głosem.
-Kocham cię tato - powiedziałam do Hadesa i przytuliłam się do niego.
-Też cię kocham skarbie...
Wiem, to jest trochę dziwne, że Hades... no... Kocha? No tak to chyba to, ale co się dziwić. Przecież jestem prawdopodobnie jego jedyną żyjącą córką. Tata zniknął.
Wszyscy stali jakby zobaczyli diabła... No okay to trochę nie trafione porównanie. Więc, zostałam nareszcie uznana. Poszłam do stolika najbardziej oddalonego od pozostałych. Stał w samym rogu. Usiadłam i zjadłam resztę. Po skończonym obiedzie zabrałam swoje rzeczy (czyli miecz od Percy'ego i koszulkę z logiem obozu, którą dostałam w prezencie od grupowego domku Hermesa) i skierowałam się do szkarłatno-czarnego domu, a raczej mini-pałacu. Nad wejściem wisiały dwie poszarzałe czaszki pomiędzy którymi znajdowała się tabliczka z numerem domku. Otworzyłam drzwi i stanęłam w progu. Wnętrze było bardzo nowoczesne. Górowały kolory czarny i biały, lecz gdzieniegdzie pojawiał się czerwony czy granatowy. Weszłam na górę po marmurowych schodach i znalazłam się w małym korytarzu z pięcioma pokojami. Po prawej były dwie łazienki - damska i męska. Zaś po lewej sypialnie. Pierwsza sypialnia była Nica di Angelo, druga moja, a na samym końcu pomieszczenia Bianki di Angelo. Pewnie jakieś rodzeństwo, czy coś w tym stylu. Weszłam do swojego pokoju i położyłam rzeczy na podłogę. Powaliłam się na łóżko. Zajrzałam do szafy i ku mojemu zdziwieniu znalazłam tam ubrania. Nie były moje... w sensie nie były zabrane z mojego starego mieszkania, ale jak najbardziej były w moim stylu. Odświeżyłam się w łazience i ubrałam się w to.
Zaplotłam szkarłatne włosy w warkocz. Tsaa... Zmiana koloru włosów czy oczu to chyba najmniej dziwna rzecz , która mnie jak narazie spotkała. Wyszłam na zewnątrz i poszłam poćwiczyć szermierkę. Szło mi całkiem nieźle. Nagle zauważyłam Percy'ego, Annabeth i Grovera zmierzających w moją stronę. Zadałam ostatni cios i skończyłam walkę. Podeszłam do nich i przywitałam się.
-Jak się czujesz - zapytał Percy - no wiesz...
-Wszystko jest okay. Jestem szczęśliwa, że w końcu poznałam swojego ojca. Tylko trochę mi smutno, że większość mnie unika - speszyłam się.
-No wiesz... Boją się... Ostatnim razem kiedy był tu syn Hadesa...
-Nico?
-Skąd znasz jego imię? Znasz go?
-Nie... Ale widziałam, że ma pokój w domku, tak samo jak Bianca - chłopak posmutniał - powiedziałam coś nie tak?
-Chodzi o to, że siostra Nico... Ona nie żyje. Z mojej winy - powiedział Jackson.
-Nie mów tak Glonomóżdżku... To nie była twoja wina! To była jej decyzja. - Powiedziała Annabeth.
-Tsaa.... Może już o tym nie mówmy, co? To była ciężka wojna...
-Przepraszam za to. Nie wiedziałam...
-Spoko, spoko. Nic się nie stało - Percy posłał mi słaby uśmiech.
-Okay... Idziemy na plażę? - Zaproponowałam.
-Dobra, ale ty wiesz, że to teren mojego ojca? Można powiedzieć, że nie będziesz zbyt bezpieczna.
-Oj tam, oj tam. Może przeżyję - wystawiłam język.
Usiedliśmy na piasku i zaczęliśmy rozmawiać o przeróżnych rzeczach. Dowiedziałam się trochę o obozie, mówiąc trochę mam na myśli chyba wszystko. Opowiadali również o swoich misjach i o wojnie między bogami a tytanami. Dowiedziałam się o Rachel, czyli posłanniczce ducha Delf i o walce o sztandar. Okazało się, że obóz jest bardzo ciekawym miejscem, a na dodatek dość często jeździ się na misje. Trochę mi to poprawiło humor... No... Może oprócz tego, że w każdej chwili mogę zginąć, ale nareszcie moje życie jest ciekawe. Słuchałam ich i wyobrażałam sobie niektóre scenki z misji. Jednak nie przestawałam myśleć o moim przyrodnim bracie. Ciekawa byłam na przykład tego jak on wygląda, ile ma lat albo czy byśmy się polubili... Może uda mi się go spotkać chociaż raz. Jak nie to zobaczymy się już po drugiej stronie rzeki Styks.
Zrobiło się już dosyć późno, więc zjedliśmy obiad i rozeszliśmy się do swoich domków. Zauważyłam, że w moim pokoju była mała fontanna wykonana z czarnego granitu. To był pewnie iryfon. Obok leżał woreczek złotych drachm. Nagle przyszło mi coś do głowy. Wrzuciłam do fontanny monetę.
- Pokaż mi Nica di Angelo...- powiedziałam.
Przede mną ukazał się czarnowłosy chłopak. Pomimo tego, że był trochę wyższy ode mnie to chyba był w moim wieku. Mam nadzieję, że mnie nie zauważył. Aktualnie o ile się nie mylę walczył z jakimśi potworami. To były chyba Mormy. Oglądałam walkę, na szczęście nie zobaczył iryfonu. Zrobiłam zdjęcie dla chłopaka i "rozłączyłam" się. Nudziłam się trochę, więc wzięłam notatnik i zaczęłam pisać opowiadanie. Napisałam ponad trzy rozdziały i położyłam się spać.
Znalazłam się w mrocznym pomieszczeniu. Byłam przykuta do ściany. Przede mną stał wysoki, opalony chłopak ze szramą na twarzy.
-No, no, no. Kogo my tu mamy? Sama córeczka Pana Podziemi?
-Kim jesteś i czego ode mnie chcesz?!
-Nie twoja sprawa ślicznotko. Lepiej bądź posłuszna jeśli chcesz przeżyć.
-Tsaa... Już się ciebie boję. Odpowiesz w końcu na moje pytanie?! - Zaostrzyłam ton.
-Ostra? - podszedł do mnie i przeciął mi skórę na policzku swoim mieczem. - Jak narazie jestem łagodny, ale lepiej się słuchaj, ok?
-Tiaa... Zobaczę. - Prychnęłam.
Blondyn odwrócił się i zrobił kilka kroków. Podszedł do masywnej, złotej skrzyni.
-Niedługo znów powstaniesz, panie. Tym razem wygramy. - Powiedział półgłosem.
Zrozumiałam o kogo chodzi. On ma jakiś plan dotyczący ponownego powstania Kronosa.
-Nie uda ci się to - wykrzyczałam.
Chłopak podszedł do mnie i z całej siły uderzył mnie w głowę. Poczułam krew spływającą po moim policzku. Obraz mi się rozmazał...
Obudziłam się. Percy mówił mi, że herosi nie mają prawdziwych snów. Kiedy śpimy, widzimy zdarzenia z przeszłości lub przyszłości. Dlatego to mnie dosyć mocno przestraszyło... Co jeżeli on na prawdę ma jakiś plan? Co jeżeli mu się uda?
__________________________________________________________________________________
Yaay! :D
Trzeci rozdział gotowy! Nawiedziła mnie wena xd
Mam pewne wątpliwości co do tego czy w ogóle ktoś tu zagląda. Proszę, piszcie komentarze, bo jeżeli nikt tego nie chce czytać to równie dobrze mogę usunąć tego bloga i pisać opowiadanie w jakimś zeszycie .-.
To tyle. Bye!
-Tato... - wyszeptałam ze łzami w oczach.
-Aria... Przepraszam. Już wiesz kim jest twój prawdziwy ojciec, a co do matki... W swoim czasie się dowiesz - powiedział głębokim głosem.
-Kocham cię tato - powiedziałam do Hadesa i przytuliłam się do niego.
-Też cię kocham skarbie...
Wiem, to jest trochę dziwne, że Hades... no... Kocha? No tak to chyba to, ale co się dziwić. Przecież jestem prawdopodobnie jego jedyną żyjącą córką. Tata zniknął.
Wszyscy stali jakby zobaczyli diabła... No okay to trochę nie trafione porównanie. Więc, zostałam nareszcie uznana. Poszłam do stolika najbardziej oddalonego od pozostałych. Stał w samym rogu. Usiadłam i zjadłam resztę. Po skończonym obiedzie zabrałam swoje rzeczy (czyli miecz od Percy'ego i koszulkę z logiem obozu, którą dostałam w prezencie od grupowego domku Hermesa) i skierowałam się do szkarłatno-czarnego domu, a raczej mini-pałacu. Nad wejściem wisiały dwie poszarzałe czaszki pomiędzy którymi znajdowała się tabliczka z numerem domku. Otworzyłam drzwi i stanęłam w progu. Wnętrze było bardzo nowoczesne. Górowały kolory czarny i biały, lecz gdzieniegdzie pojawiał się czerwony czy granatowy. Weszłam na górę po marmurowych schodach i znalazłam się w małym korytarzu z pięcioma pokojami. Po prawej były dwie łazienki - damska i męska. Zaś po lewej sypialnie. Pierwsza sypialnia była Nica di Angelo, druga moja, a na samym końcu pomieszczenia Bianki di Angelo. Pewnie jakieś rodzeństwo, czy coś w tym stylu. Weszłam do swojego pokoju i położyłam rzeczy na podłogę. Powaliłam się na łóżko. Zajrzałam do szafy i ku mojemu zdziwieniu znalazłam tam ubrania. Nie były moje... w sensie nie były zabrane z mojego starego mieszkania, ale jak najbardziej były w moim stylu. Odświeżyłam się w łazience i ubrałam się w to.
Zaplotłam szkarłatne włosy w warkocz. Tsaa... Zmiana koloru włosów czy oczu to chyba najmniej dziwna rzecz , która mnie jak narazie spotkała. Wyszłam na zewnątrz i poszłam poćwiczyć szermierkę. Szło mi całkiem nieźle. Nagle zauważyłam Percy'ego, Annabeth i Grovera zmierzających w moją stronę. Zadałam ostatni cios i skończyłam walkę. Podeszłam do nich i przywitałam się.
-Jak się czujesz - zapytał Percy - no wiesz...
-Wszystko jest okay. Jestem szczęśliwa, że w końcu poznałam swojego ojca. Tylko trochę mi smutno, że większość mnie unika - speszyłam się.
-No wiesz... Boją się... Ostatnim razem kiedy był tu syn Hadesa...
-Nico?
-Skąd znasz jego imię? Znasz go?
-Nie... Ale widziałam, że ma pokój w domku, tak samo jak Bianca - chłopak posmutniał - powiedziałam coś nie tak?
-Chodzi o to, że siostra Nico... Ona nie żyje. Z mojej winy - powiedział Jackson.
-Nie mów tak Glonomóżdżku... To nie była twoja wina! To była jej decyzja. - Powiedziała Annabeth.
-Tsaa.... Może już o tym nie mówmy, co? To była ciężka wojna...
-Przepraszam za to. Nie wiedziałam...
-Spoko, spoko. Nic się nie stało - Percy posłał mi słaby uśmiech.
-Okay... Idziemy na plażę? - Zaproponowałam.
-Dobra, ale ty wiesz, że to teren mojego ojca? Można powiedzieć, że nie będziesz zbyt bezpieczna.
-Oj tam, oj tam. Może przeżyję - wystawiłam język.
Usiedliśmy na piasku i zaczęliśmy rozmawiać o przeróżnych rzeczach. Dowiedziałam się trochę o obozie, mówiąc trochę mam na myśli chyba wszystko. Opowiadali również o swoich misjach i o wojnie między bogami a tytanami. Dowiedziałam się o Rachel, czyli posłanniczce ducha Delf i o walce o sztandar. Okazało się, że obóz jest bardzo ciekawym miejscem, a na dodatek dość często jeździ się na misje. Trochę mi to poprawiło humor... No... Może oprócz tego, że w każdej chwili mogę zginąć, ale nareszcie moje życie jest ciekawe. Słuchałam ich i wyobrażałam sobie niektóre scenki z misji. Jednak nie przestawałam myśleć o moim przyrodnim bracie. Ciekawa byłam na przykład tego jak on wygląda, ile ma lat albo czy byśmy się polubili... Może uda mi się go spotkać chociaż raz. Jak nie to zobaczymy się już po drugiej stronie rzeki Styks.
Zrobiło się już dosyć późno, więc zjedliśmy obiad i rozeszliśmy się do swoich domków. Zauważyłam, że w moim pokoju była mała fontanna wykonana z czarnego granitu. To był pewnie iryfon. Obok leżał woreczek złotych drachm. Nagle przyszło mi coś do głowy. Wrzuciłam do fontanny monetę.
- Pokaż mi Nica di Angelo...- powiedziałam.
Przede mną ukazał się czarnowłosy chłopak. Pomimo tego, że był trochę wyższy ode mnie to chyba był w moim wieku. Mam nadzieję, że mnie nie zauważył. Aktualnie o ile się nie mylę walczył z jakimśi potworami. To były chyba Mormy. Oglądałam walkę, na szczęście nie zobaczył iryfonu. Zrobiłam zdjęcie dla chłopaka i "rozłączyłam" się. Nudziłam się trochę, więc wzięłam notatnik i zaczęłam pisać opowiadanie. Napisałam ponad trzy rozdziały i położyłam się spać.
Znalazłam się w mrocznym pomieszczeniu. Byłam przykuta do ściany. Przede mną stał wysoki, opalony chłopak ze szramą na twarzy.
-No, no, no. Kogo my tu mamy? Sama córeczka Pana Podziemi?
-Kim jesteś i czego ode mnie chcesz?!
-Nie twoja sprawa ślicznotko. Lepiej bądź posłuszna jeśli chcesz przeżyć.
-Tsaa... Już się ciebie boję. Odpowiesz w końcu na moje pytanie?! - Zaostrzyłam ton.
-Ostra? - podszedł do mnie i przeciął mi skórę na policzku swoim mieczem. - Jak narazie jestem łagodny, ale lepiej się słuchaj, ok?
-Tiaa... Zobaczę. - Prychnęłam.
Blondyn odwrócił się i zrobił kilka kroków. Podszedł do masywnej, złotej skrzyni.
-Niedługo znów powstaniesz, panie. Tym razem wygramy. - Powiedział półgłosem.
Zrozumiałam o kogo chodzi. On ma jakiś plan dotyczący ponownego powstania Kronosa.
-Nie uda ci się to - wykrzyczałam.
Chłopak podszedł do mnie i z całej siły uderzył mnie w głowę. Poczułam krew spływającą po moim policzku. Obraz mi się rozmazał...
Obudziłam się. Percy mówił mi, że herosi nie mają prawdziwych snów. Kiedy śpimy, widzimy zdarzenia z przeszłości lub przyszłości. Dlatego to mnie dosyć mocno przestraszyło... Co jeżeli on na prawdę ma jakiś plan? Co jeżeli mu się uda?
__________________________________________________________________________________
Yaay! :D
Trzeci rozdział gotowy! Nawiedziła mnie wena xd
Mam pewne wątpliwości co do tego czy w ogóle ktoś tu zagląda. Proszę, piszcie komentarze, bo jeżeli nikt tego nie chce czytać to równie dobrze mogę usunąć tego bloga i pisać opowiadanie w jakimś zeszycie .-.
To tyle. Bye!
Jestem i czytam, ! .. I nie zniknęłam! eee.. to było dosyć dziwne.
OdpowiedzUsuńMniejsza.
Zeszyt , zeszytem, ale ma być tutaj, w internecie, na blogu! Bo jak usuniesz tę stronę, to cię zjem w poniedziałek w szkole.
xdd
A tak ogólnie to rozdział zajekurwisty :3
Vinkaczeł
Dziełkuju i ty też pisz xd
Usuń