sobota, 20 września 2014

Rozdział 2 ♥

-Grover! - Zawołałam swojego przyjaciela, który stał przy swojej szafce na drugim końcu korytarza.
-O cześć... - Chłopak odłożył książki i podszedł do mnie. - Co tam?
-Muszę cię o coś zapytać i jesteś mi winien wyjaśnienia... Ale nie tu... Gdzieś na osobności.
-Yyy... Okeeej...
Zaciągnęłam go do schowka i westchnęłam... Co ja mam mu niby powiedzieć? ,,Hej jakiś facet, który podawał się za mojego ojca powiedział mi, że jestem dzieckiem półkrwi" ? Pomyślałam chwilę i ułożyłam sobie słowa, które mam wypowiedzieć.
-Więc... Co chcesz wiedzieć? Jakieś problemy z rodziną?
-Nie... To znaczy tak! Tak jakby....
-No to słucham...


-Czy istnieje coś takiego jak dziecko półkrwi - opuściłam wzrok, gdy na jego twarzy wymalował się wyraz lekkiego przerażenia.
-Skąd o tym wiesz?
-No bo... Usłyszałam gdzieś o tym...
-Musimy wyjechać... Szybko!
-C-co?
Byłam wyraźnie przestraszona... Nie, stój... Bałam się jak cholera! Biegłam za Grover'em nie zwracając uwagi na ludzi, których mijałam. Wsiadłam za nim do samochodu i ruszyliśmy.
-Nie żeby coś, ale... Gdzie my kurczę jedziemy?! Wyjaśnisz mi to?
-Później... Jak dojedziemy. Teraz nie ma czasu!
*   *   *   *

Podróż trwała około dwie i pół godziny. Także późnym popołudniem byliśmy na miejscu. Wysiedliśmy z samochodu i przeszliśmy przez drewnianą palisadę. 
-Czyli to jednak prawda... Przeszłaś.
-Hę?
-Tylko herosi i istoty boskie mogą wejść do obozu. Tak więc.. Witamy w obozie pół-krwi! Jesteś dzieckiem jednego z bogów greckich i ...
-Wiem - przerwałam mu.
-Wiem to może być dziwne... Chwlila... Co?! Jak to wiesz? Skąd?
-Mój ojciec mi powiedział.
-Czyli wiesz kim jest?
-Nie - posmutniałam - nie powiedział mi.
-No nic prędzej czy później cię uzna, a na razie zamieszkasz w domku Hermesa - Grover wskazał na biały domek.
Ruszyłam we wskazanym kierunku. Weszłam do środka i zajęłam pierwsze lepsze, wolne łóżko. Usiadłam na materac i pogrążyłam się w przemyśleniach. Od teraz moje życie się zmieni. Chociaż tak na prawdę bycie tutaj jest o niebo lepsze niż tkwienie w domu z moją macochą i ojczymem. Podniosłam się i poszłam szukać Grovera. Obecnie znajdowałam się na yhm... to chyba było pole do ćwiczenia umiejętności łuczniczych czy coś w tym stylu. Pomyślałam, że spróbuję swoich sił. Tsaa... Nawet w tarczę nie trafiłam.
-Źle stoisz. Szerzej i ciężar ciała przenieś na obie nogi - wykonałam polecenia, - teraz napnij cięciwę jak najmocniej potrafisz. Wypuść.
Trafiłam w samiutki środek. Odwróciłam się.
-Dziękuję... Uhm...
-Jestem Annabeth Chase, córka Ateny. A ty? Nie widziałam cię wcześniej.
-Nazywam się Ariadna Davies. Jestem nowa i jeszcze nie znam swojego boskiego rodzica.
-Aha... Więc witaj w Obozie Pół-krwi. Nie martw się prędzej czy później ktoś cię uzna.
-Okay... Aha i... Wiesz może gdzie jest Grover?
-O ile się nie mylę to jest na plaży z Percym. - Patrzyłam na nią pytającą się miną. - Zaprowadzę cię, chodź.
Poszłam za nowo poznaną dziewczyną. Po paru minutach dotarłyśmy nad akwen. Zobaczyłam Grovera z jakimś chłopakiem, chyba rok starszym ode mnie.
-Hej! - Podeszłam do chłopaków.
-Cześć. - Odpowiedzieli.
-My się chyba jeszcze nie znamy - uśmiechnął się nieznajomy chłopak. - Jestem Percy Jackson.
-Syn Posejdona?
-Skąd ty...
-Tatuaż ci widać geniuszu, a poza tym z oddali widziałam jak panowałeś nad wodą.
-Aha...
-Jestem Aria Davies. Jak narazie jestem w domku Hermesa - uśmiechnęłam się.
-Spoko. Masz już jakąś broń? Czy coś?
-Percy... Ja jestem tutaj od jakichś dwóch godzin...
-No... To chodź na chwilę ze mną - to bardziej brzmiało jak rozkaz niż propozycja.
-Po co? Gdzie jesteśmy?
-Na chwilę do mojego domku. Mam coś dla ciebie.
Weszliśmy do środka. Było dość dużo przestrzeni jak na jednego lokatora. Percy zniknął mi na chwilę z oczu. Po chwili podszedł do mnie i wręczył mi czarno-czerwony miecz.
-To dla ciebie. Do obrony. Mój brat go kiedyś zrobił i od tamtej pory tylko kurzył się w szafie.
-D-dziękuję, ale nie szkoda ci go? Przecież mnie nawet nie znasz. - Spuściłam wzrok na podłogę.
-Słuchaj. Czuję, że jesteś inna niż wszyscy. Ufam ci, ponieważ tak podpowiada mi moje serce.
-To... miłe... Dzięki...
-Byłaś już u Chejrona?
-Yhm.... Jeszcze nie, a kto to?
-Opiekun. Może pójdziemy teraz? Ja też mam do niego sprawę.
-Dobrze. To prowadź - uśmiechnęłam się do niego.

__________________________________________________________________________________
Oj, no wiem króóótkie.... Ale obiecuję, że następne będą dłuższe!
W ogóle nie wiem czy ktokolwiek to czyta, więc jeśli macie jakieś uwagi albo coś w tym stylu to nie bójcie się pisać komentarzy! Pozdrawiam, bye

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz